Dzieci ograniczają, tak uważam. Jakkolwiek ich posiadanie jest czymś wspaniałym , nie zmienia to faktu, że rezygnujemy z pewnych aspektów swojego życia. Odwlekałam to jak tylko mogłam, ale przyszedł moment w którym trzeba było podjąć jakąś decyzję.
Początki ciąży były trudne nie tylko ze względu na złe samopoczucie, ale także z powodu stopniowego uświadamiania sobie, co się skończy. Nie będzie wyjazdów kiedy tylko przydarzy się możliwość, i nie spakuje się w plecak i małą walizkę i nie wsiądę do samolotu. Koniec z górskimi wspinaczkami na parę lat. Koniec z myśleniem tylko o swoich potrzebach, z zakupem zachcianek. Koniec z czasem wolnym, z leniwymi niedzielami, z możliwością wyjazdu choćby na zakupy lub poszwędanie się po sklepach tak dla przyjemności i rozrywki.
Domowe nawyki się zmienią. Już nie wszystko będzie poukładane na tip top, poustawiane ze świadomością ze jeśli ja tego nie ruszę, to nikt tego nie zrobi. Ale czy to takie ważne? Z czasem doszłam chyba do wniosku że takie bzdety da się uporządkować.
W głowie mam też kwestie wyglądu. Ciało się zmienia, i pewne rzeczy trzeba zaakceptować. Uczę się tego każdego dnia, na nowo tłumacząc sobie ze taka kolej rzeczy, ze to normalne.
Po tych wszystkich rozterkach przychodzi czas radości oczekiwania, coś czego nie byłam w stanie sobie wyobrazić. Czasami myślę że jestem straszną osobą, myśląc w sposób jaki opisałam wyżej.
Chyba do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć, zostawić pewne etapy życia za sobą, i rozpocząć nowe. Teraz nie potrafie sobie wyobrazić jak to będzie już za dwa miesiące, ale pomimo tego jestem nastawiona pozytywnie, z każdym dniem coraz bardziej.
Let the life go on.











Brak komentarzy:
Prześlij komentarz